Od Vanessy do Maksa

- Niech będzie -podążyłam za Maksem i Aleksem w stronę najbliższej kawiarni.
Na całe szczęście było można tam wprowadzać zwierzęta, bo szczerze to nie miałam ochoty zostawiać psa w taką pogodę na podwórku nawet jeśli nie należał do mnie.
- Dwie gorące czekolady -powiedziałam do kelnerki i zajęłam miejsce przy stoliku.

Maks?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz